|
Grzegorz
Górski
Tytuł: Homo eroticus
erectus
Komedia
fanastyczno naukowa w IV aktach.
Osoby:
Dzidzia - niezamężna,
ma narzeczonego
Lilka - kosmetyczka, przyjaciółka
Dzidzi i Agi – trochę starsza wiekiem, zamężna, ostra w języku i
bezpruderyjna
w poglądach.
Aga – w tym samym wieku co
Dzidzia, zamężna, młodsza stażem małżeńskim od Lilki.
(Wszystkie przyjaciółki spotykają się
raczej na
pogaduszki, ale przy okazji korzystają z zabiegów kosmetycznych. Bez
zahamowań
opowiadają o swoich sprawach, problemach.)
Wojtek –
mąż Lilki
Teodor - radiowiec
Basia – wpółpracownica Teodora
Bogumił - szalony naukowiec
Kelnerka
Kierownik kawiarni
Ponadto nagrane głosy siedmiu osób na taśmie magnetofonowej
(dwa kobiece i pięć męskich), oraz spikera telwizyjnego na video.
(Wnętrze
zakładu kosmetycznego, dużo luster, kilka foteli, szklane półki z całą
masą
różnych kolorowych butelek, tubek, małe przenośne radio. Stolik do
manicure. Po
prawej szklany stolik z bukietem suchych kwiatów. Wnętrze wygląda
nowocześnie.
Na jednym z foteli leży Dzidzia – z
maseczką kosmetyczną na twarzy, powieki przykryte plasterkami ogórka. W
głębi
Lilka. Z lewej
strony wchodzi Aga)
Dzidka: (do wchodzącej Agi, podnosząc
plasterki ogórków z
powiek i kładąc je zpowrotem)
No i co? W końcu cię przeprosił?
Aga:
Ciągle udaje, że jest
obrażony. Męskie ambicje.
Lilka:
Potrzymasz
go jeszcze trochę na dystans, nie dasz mu przez kilka dni, to cię
przeprosi…
Aga:
A co
ty! Jemu chyba to nawet na rękę. W łóżku tyłkiem się obróci i może spać
..
Dzidka:
Mówisz tak jakbyś już była na małżeńskiej emeryturze. Ile lat jesteście
po ślubie?, trzy?, pięć?
Aga:
Pięć.
Ale czas chyba nie płynie z tą samą prędkością teraz co na początku.
Lilka: (staje
przed
lustrem i wklepuje sobie krem w policzki, smaruje czoło)
Co?
Odkrywamy teorię względności? Skąd ja to znam. Dziewczyny, mówię wam
świetny
krem, działa bardzo odmładzająco.
Dzidka:
No to
ładne perspektywy. (zabiera słoiczek,
ogląda) Z łożyska?
Lilka:
Pożyjesz
– zobaczysz. Myślisz, że stale będziesz miała miesiąc miodowy?
Poczekaj,
najpierw wyjdź za mąż. Teraz to wszystko - to tylko gra,
przedstawienie, taniec
godowy….
Aga: (pokazując
palcem
na usta)
Liluś,
zobacz, coś mi tu wyskoczyło…
Lilka:
Zimno.
Połóż ten krem (podaje jej z półki),
ale i tak nie pomoże.
Dzidka:
Uważaj
z kim się zadajesz.
Aga: (pokrzywiając
się
do Dzidki)
Przynajmniej
wiedziałabym skąd to mam.
Dzidka:
To aż
tak źle? Lilka, zmyj mi tę maseczkę, bo tu poważnie trzeba porozmawiać.
(Lilka usuwa
maseczkę z twarzy Dzidki
stojąc za jej fotelem. Dzidka unosi się do pozycji siedzącej, po czym
wstaje. W
tym czasie Aga siada na drugim fotelu przed lustrem i smaruje usta
kremem
podanym wcześniej przez Lilkę)
Aga:
(Mówi do Dzidki z
wpółotwartymi ustami, patrzy się w lustro)
Az
tach śle to nie est (zakręca krem),
ale mogło by być lepiej. Ty to masz teraz dobrze, przed ślubem…., nie
Lilka?
Inne to było życie. Pewno twój Rysiu – kwiatuszki codziennie do domu
przynosi,
kolacyjki serwuje, na księżyc spogląda, jakby tam miał być wasz domek z
ogródkiem…
(Dzidka uśmiecha się
tajemniczo, wzrusza
ramionami)
Aga:
No,
no przyznaj się, sami swoi….
Dzidka:
A co
ty taka odromantyzowana. Wiadomo, że się stara. Taki o mnie zazdrosny.
Stale
chce wiedzieć gdzie jestem, co robię, ale kolacja przy świecach też mu
się zdarzyła
- wyszukane potrawy, orientalne przyprawy - on ma na ten temat jakąś
swoją
teorię. Na księżyc i gwiaździste niebo też spoglądaliśmy. Wiecie, że on
to się
nawet zna na gwiazdach. Pokazywał mi Niedźwiedzicę….
Lilka:
Oni
wszyscy znają się na gwiazdach. Spece od Oriona, Plejad, a potem….
witamy w
klubie. Niedźwiedzicę jej pokazywał - pewnie był w harcerstwie. Minie
kilka
latek to zobaczysz, niebo?, jakie niebo? Przedstawienie skończone,
zaczęły się
schody…., a na dodatek każdy ma węża w kieszeni, no nie?
Aga:
Właśnie
dlatego pokłóciliśmy się. Kupiłam sobie te ciuchy, pamiętacie
pokazywałam wam w
gazecie, a on od razu naburmuszony, że niby on to sobie nie kupuje, a
czy to
moja wina? To niech sobie kupi…
Lilka:
Oni o
czym innym myślą, ktoś napisał w jakiejś mądrej książce, że oni inne
mózgi
mają, podobno jakoś tam inaczej jest ułożone, czy od innej małpy
pochodzą….
Dzidka:
Mój
pewnie od gibona…
Aga:
Od
początku wiedziałam, że kogoś mi przypomina, wiesz, że ty masz rację….
(na głowie Agi ląduje ręcznik
rzucony
przez Dzidkę)
Lilka:
(śmiejąc się)
No,
salonu mi nie demolować.
Aga: (zdejmując
ręcznik,
poprawiając włosy patrzy w lustro)
Teraz
będę musiała robić fryzurę.
Lilka:
A
jednak, chcesz się mu przypodobać…
Aga: (wzruszając
raminami, dalej poprawia fryzurę)
Dlaczego
koniecznie jemu, a nuż za rogiem wpadnę na jakiegoś mięśniaka, w lekko
rozpiętej na piersi koszuli,… nigdy nic nie wiadomo, trzeba być
przygotowaną…
Dzidka:
Wróć
ty lepiej na ziemię.
Aga:
A po
co?
Dzidka:
Co „a
po co”?
Aga:
Po co
mam wracać na ziemię?
Lilka:
Właśnie!
(do Dzidki) Pomarzyć sobie nie można?
(do Agi) Mów dalej, wysmukły,
opalony, jak z reklamy w telewizji.
Dzidka: (stając
przy
lustrze, przeczesując włosy palcami, marzycielskim głosem)
Tacy
nie istnieją. To wszystko podróbka.
Lilka: (do
Dzidki)
Żeby
tylko twój Rysiu tego nie usłyszał. (układa
dłonie jak kot wystawiający pazury) Ryś – drapieżny zwierz. (przez chwilę jeszcze syczy jak
rozwścieczony kot, machając w powietrzu paznokciami)
Aga: (do
Lilki)
A
tobie co?
Lilka:
Co? A
nie wiem.
Dzidka: (w
dalszym ciągu
stoi przed lustrem, przeczesuje
palcami włosy, mówi)
Liluś,
zrobisz mi pasemka?
Aga:
Czerwone,
zielone, czy siwe?
Dzidka:
A jak
myślicie? W takim samym kolorze co moje włosy, tylko jaśniejsze…
Aga:
To po
co w ogóle robić. Nie będzie widać.
Lilka:
Mój
to by pewnie nawet nie zauważył, gdybym położyła sobie czerwone z
zielonymi
końcami.
Dzidka:
Nie
udawaj, nie udawaj….
Lilka:
A co
ty myślisz? U nich to po pewnym czasie wzrok i słuch stają się
wybiórcze.
Aga:
Wszystko
staje się wybiórcze, tylko, że Dzidka nam i tak nie uwierzy.
Lilka:
To
kwestia doświadczenia życiowego, a nie wiary…
Dzidka:
I
właśnie to doświadczenie życiowe, którego podobno nie mam, mówi mi, że
Aga nie
wpadnie za rogiem na mięśniaka w rozpiętej koszuli, może ewentulanie na
łysawego faceta z brzuszkiem…..
Aga:
To
taka przyjaciółka jesteś? Nawet pomarzyć mi nie pozwalasz. No Dzidzia,
wyobraź
sobie, opalony tors, srebrny łańcuszek….
Dzidka:
Trafił
mi się taki jeden i to bardzo niedawno.
Aga:
Przecież
ty już od ponad roku jesteś z Rysiem.
Dzidka:
No
właśnie sama nie wiem co mnie napadło. To stało się tak nagle i tak
naturalnie
zarazem. Ryś by mnie rozszarpał jakby się dowiedział.
Lilka:
Teraz
to mówisz. Ewentualnie, mogła byś dorzucić troszeczkę szczegółów….?
Dzidka:
I
takie błękitne niebo….
Aga: (przybliża
się,
bardzo zaciekawiona)
No
opowiadaj, opowiadaj, jak było…
Dzidka:
To
było jakieś miesiąc temu, na spływie kajakowym. Był ze mną w jednej
łodzi,
gdzieś tam pobłądziliśmy. Słońce świeciło, niebo było takie niebieskie,
że
takiego nieba to ja chyba nigdy już nie zobaczę…..
Aga:
Daj
spokój z niebem. Co z mięśniakiem?
Aga: (Aga
rozmarzona
siada przy stoliku z bukietem suchych kwiatów)
Nie
wywracaj mojego mięśniakowatego spojrzenia na ten sflaczały świat, bo
tego ci
nie daruję.
Dzidka:
Smarował
mi plecy olejkiem do opalania, potem jego ręce powędrowały nieco ...
dalej ….
no w każdym razie stało się.
(Lilka stoi
wpatrzona w sufit z rękami na
sercu. Aga wzdycha przesuwając dłonią wzdłuż zasuszonej pałki wodnej w
bukiecie)
Aga:
Tak
na jeziorze, też by mi to pasowało. Jak mi się chce chłopa. Idę do
domu.....(gwałtownie przerywa i podskakuje na fotelu.
Kładzie palec na usta, macha ręką w stronę pozostałych nakazując im
ciszę)
Dzidka:
A co
ja znowu takiego powiedziałam?
Lilka:
Trafiłaś
pewnie na jej słaby punkt z tym olejkiem….
(Aga nie przestaje
machać rękami, puka
się w głowę słysząc ich komentarze, w końcu podbiega do półki, na
której stoi
radio. Zdejmuje radio z półki, włącza muzykę, radio ustawia na stoliku
koło
kwiatów skierowując głośnik na bukiet. Podbiega do pozostałych, bierze
je pod
ramiona i prowadzi na lewą stronę sceny, bliżej widowni)
Aga: (mówi
głośnym
szeptem,jakby zdradzała wielką tajemnicę)
Tam
jest mikrofon, ktoś nas podsłuchuje….
Lilka:
Bredzisz,
jaki mikrofon? Pomyliło ci się z pałką wodną….
Aga: (mówi
przez zęby)
Pałką,
co ty myślisz, że ja pałki od mikrofonu nie odróżnię
(Dzidka idzie w kierunku
wazonu i
dokładnie go ogląda, Po chwili wraca)
Dzidka: (bardzo
poważnie)
Tam
jest mikrofon, ktoś nas podsłuchuje…
Aga:
Przecież
przed chwilą mówiłam.
(Dzidka idzie w
kierunku wazonu i
dokładnie go ogląda, Po chwili wraca)
Lilka:
(bardzo poważnie)
Tam
jest mikrofon, ktoś nas podsłuchuje…
Aga:
Coś
takiego? Uwierzyłaś w końcu?
Lilka:
Ale
kto?
Dzidka:
Że
mnie podkusiło mówić o tym… (ścisza głos
jeszcze bardziej) mięśniaku. Ryś mnie zabije….
Aga:
Od
kiedy to tam może być?
Lilka: (wzrusza
ramionami)
Przecież
to suchy bukiet, to wody nie zmieniam. A stoi od kiedy pamiętam.
Dzidka:
To
Rysiu podłożył. On jest taki zazdrosny. Te ciągłe pytania: co robiłaś,
gdzie
byłaś…a ja z tym jeziorem, zatłucze mnie….
Aga:
Gibon….
Dzidka:
(łapie się za
głowę)
No to
już sobie wyobrażam….
Lilka:
Przecież
to mój podstawił. Tylko on miał dostęp do zakładu. Chce pewnie wiedzić,
czy
forsy przed nim nie chowam, żeby mógł wydawać na ten cholerny samochód.
Aga:
Nie
mów mi, że trzeba mieć klucz, żeby tu się dostać w nocy. Ja myślę, że
to Krzyś.
Nasłuchał się co my tu opowiadamy, a właściwie, co ja tu opowiadam, a
potem
chodzi ciężko obrażony i udaje, że to o ciuchy mu poszło. Oooo! kawał
drania,
już ja mu powiem…
(zaczyna iść w kierunku
kwiatków, obie
pozostałe panie odciągają ją)
Lilka:
Poczekaj,
musimy się zastanowić.
Dzidka:
Komu
chcesz nagadać? Nie wiemy, który to tam wsadził, bo Lilka twierdzi ...
Lilka:
Twierdzi?
Ja wiem, że to on, stary sknera….
Dzidka:
Więc
myślicie, że to nie Ryś? (nagle uśmiecha
się) Ale musiał mieć ubaw jak Aga opowiadała o leśniczówce….
Aga:
Ja to
mówiłam? Z detalami?
Lilka: (kiwa
głową)
To ja
stara mężatka się czerwieniłam….
Dzidka:
A ja
niedoszła mężatka, nawet nigdy nie będę wiedziała o czym ona mówiła….że
mnie
podkusiło o tym kajaku….
Aga:
Cichooo!
To trzeba sposobem. Tego co już poszło w eter nie da się zmienić, ale
zawsze to
można odkręcić….
Dzidka:
A co,
może staniemy teraz grzecznie przed mikrofonem i po kolei odszczekamy
wszystko.
To tylko utwierdzi ich w przekonaniu…
Lilka:
Jakich
ich? Myśłisz, że ich jest więcej? Jakaś szajka?
Dzidka: (z
płaczem w głosie)
Nie
wiem…
Aga:
A kto
ci każe odszczekiwać. Dajcie pomyśleć….
Lilka:
Jak
się dowiedzieć, który drań to podstawił?
Dzidka:
Wiem!
Każda z nas powie coś takiego, żeby ich ruszyło, a potem będziemy
obserwować.
Lilka:
Ich
nic nie ruszy.
Dzidka:
Mojego
ruszy…
Aga:
Cicho!
Odszczekiwać nie ma po co, bo i tak to nic nie pomoże. Zgoda?
Dzidka i Lilka: (przytakują)
No….
Aga:
Czyli
musimy dalej opowiadać co się da i udawać, że nie wiemy nic o
mikrofonie…
Dzidka:
Co?!
Mam opowiadać różne ….. intymne sprawy, wiedząc, że ktoś słucha….
Lilka:
Mam
się mu podstawiać?
Aga:
Dajcie
mi skończyć! Musimy opowiadać różne niestworzone, i to coraz bardziej
niewiarygodne historie i albo ich ruszy i wyłapiemy który to, albo …
Lilka:
Albo
ich nie ruszy…..i dalej nie będziemy nic wiedziały
Aga:
Ruszy,
ruszy, jak dojdziemy do UFO, napadu na bank, zabójstwa z premedytacją….
to
ruszy
Dzidka:
No
właśnie i wtedy powiemy, że o mikrofonie wiedziałyśmy od początku, i to
prawdziwe było też wymyślone, aby ich wyprowadzić z równowagi…
Lilka:
Jakich
ich?
Dzidka:
Nie
wiem!, ale to powinno zadziałać…
Aga: (do
Lilki)
No co
ty, nie rozumiesz? Dzidka już załapała cały plan. Opowiesz o swojej
intymnej
przygodzie z jakimś….. przystojnym Marsjaninem … i jak go to nie ruszy,
to ….
to nic go już nie ruszy…
Lilka:
Ruszy!
Jak dodam, że on wziął za to pieniądze, to go ruszy….
Aga:
Czyli
mamy plan. Tylko dziewczyny, nie oszczędzać się, co złego – to my.
W
końcu - pomarzyć sobie nie można? Czy co?
Dzidka:
Raz
czytałam taki numer w gazecie….. (zasłania
usta)
Aga:
Nic z
gazety, nic z książki, nic z życia, on to także mógł czytać, widzieć w
kinie.
Nic z tego …. to musi być oryginalne…., niepowtarzalne.
Dzidka:
To
będzie ciężko… coś wymyśleć.
Lilka:
Rusz
głową. Co, mam ci podpowiadać? Przecież ty najlepiej wiesz co twojego
wkurzy.
No nie? Teraz możesz sobie fantazjować do woli…. Wszystkie chwyty
dozwolone….
Aga:
Mojego
zwali z nóg jak opowiem, że jestem kleptomanką, te wszystkie ciuchy to
nie
kupione, ale ukradzione z różnych sklepów, a pieniądze to rozdaję dla
niepoznaki, żeby ubywało….
Lilka:
Może
ja to powinnam powiedzieć….
Aga:
To
był mój pomysł, ty masz swojego Marsjanina, któremu płacisz za usługi,
no wiesz
dodasz trochę detali, pikantnych drobiazgów …..
Lidka:
Niech
ci będzie, ale Marsjanin? Tam nie ma
nikogo, mój musi być z innej planety. Może z Wegi, może z ….
Dzidka:
A
dlaczego nie z Ziemi?
Lidka:
Eeeee,
Aga:
Marsjanin
z Ziemi? Ale przystojny nie z tej ziemi…. Taki ulotnie bezcielesny.
Dzidka:
Coś w
tym stylu miałam na myśli.
Lilka:
O
tak, w duchy to on wierzy, a jak nie wierzy, to uwierzy….
Aga:
A ty
Dzidzia, masz już coś na myśli?
Dzidka:
No
właśnie z tym duchem ….
Lilka:
Duch
już zarezerwowany….
Dzidka:
Ale
ja myślę o …. wyprodukowaniu ducha…
Lilka:
Ciut jaśniej poproszę, bo się zciemnia…
Dzidka:
No
powiem, że kocham Rysia…..
Lilka i Aga: (pokazują
odruch wymiotny)
Łeeee,
Aga:
i to
jest to najbardziej niewiarygodne co potrafiłaś wymyśleć…
Lilka:
Dzidzia,
bez wazeliny…
Dzidka:
I, że
ten mięśniak z kajaka, chciał stanąć na mojej drodze do szczęścia….
Lilka i Aga: (pokazują
odruch wymiotny)
Łeeee,
Dzidka:
Więc
go wykończyłam, zatłukłam…. z premedytacją, skoro myślicie, że tak
będzie
lepiej….
(Lilka i Aga
zacierają ręce z
zadowolenia)
Aga:
Z
premedytacją będzie na pewno lepiej.
Lilka:
No to
do roboty.
(Wszystkie idą w
kierunku stołu z suchymi
kwiatami, siadają dookoła)
Lilka:
(odsuwa radio,
ścisza i mówi sztucznie głośno i powoli nachylając się w kierunku
bukietu)
A
która z was to radio tak głośno nastawiła, że już porozmawiać nie można?
Dzidka:
Wspomnienie
tej nocy na kajaku tak mnie romantycznie nastroiło, że nastawiłam
radio….
Aga: (ściszając
głos,
mówi na stronie)
Przecież
to ja nastawiłam…
Lilka: (także
szeptem)
Ciiiicho……
Aga: (nachylając
się do
bukietu, mówi wyraźnie)
No i
co będzie jak się Rysiu dowie?
Lilka: (odpychając
Agę
nachyla się nad bukietem i mówi wyraźnie)
Ze
ślubu nici…. co?
Dzidka: (przełyka
ślinę,
nachyla się nad bukietem i mówi głośnym szeptem)
Nie
mogłam na to pozwolić, żeby jakiś mięśniak stanął na mojej drodze do
szczęścia.
Zabiłam go….
K U R
T Y N A
(Wnętrze studia radiowego.
Scena
podzielona na dwie części taflą szkła/pleksi. Po jednej stronie pan
Teodor –
prowadzący dyskusję, po drugiej stronie pani Basia przyjmująca
telefony,
zmieniająca muzykę itd – ważne – na prawym policzku ma czarny pieprzyk.
W
pomieszczeniu znajdują się różne magnetofony, mikrofony, konsole)
Teodor:
Jest
godzina 23:30. Jak zwykle o tej porze we wtorki zapraszamy państwa do
naszej
audycji z cyklu: „Człowiek, seks,
erotyka” - dyskusji na żywo, która potrwa do 1:30 po północy. Numer do
naszego
studia 20-001-0329. Czekamy na państwa telefony. Przypominam temat
dzisiejszego
spotkania: „Pociąg seksualny naturalny, a erotyzm sztucznie
stymulowany”. Liczymy na liczne telefony,
temat jest jak
państwo słyszeli gorący i chyba zawsze na czasie. Aby wprowadzić
państwa w
nastrój proponuję kilka taktów muzyki, po czym przejdziemy do naszego
pierwszego rozmówcy. Mam nadzieję, że nie każą nam państwo czekać długo
na
wasze telefony….
(daje ręką znać pani Basi,
która przesuwa
coś na pulpicie, rozlega się cicha muzyka. Teodor i Basia rozmawiają ze
sobą
poprzez mikrofony i głośniki umieszczone w obu pomieszczeniach)
Teodor:
(nachyla się do
mikrofonu)
Pani
Basieńko, zaparzy pani trochę kawy? Czeka nas długa noc….
Basia: (nachyla
się do
mikrofonu, po swojej stronie pomieszczenia, tak będą wyglądały ich
rozmowy do
końca tej sceny)
Chyba
mnie pan nie docenia, kawa jest już gotowa. Zaraz panu podrzucę kubek…, ale zaraz, chwileczkę, ktoś dzwoni, zaraz
podłączę pierwszego rozmówcę, uwaga (wycisza
muzykę, Teodor zakłada słuchawki, pani Basia daje ręką znak)
Jesteście na
antenie….
Teodor:
Dobry
wieczór. Z kim mam przyjemność?
Rozmówca1: (żeński
głos krzyczy do telefonu)
A co
wy za świństwa tam wyprawiacie, człowiek nawet nie może radia posłuchać…
Teodor:
Przecież
ma pani do wyboru dziesiątki innych programów, skoro pani nie odpowiada
nasz…..
Rozmówca1: (jak
wyżej)
To
jest zwyrodnienie, zmuszacie ludzi do słuchania tych świństw, dzieci…
(Teodor daje znak p.
Basi, która przerywa
rozmowę)
Teodor:
Halo,
halo, coś się stało z naszym połączeniem, zdaje się, że zgubiliśmy
naszego
pierwszego rozmówcę, miejmy nadzieję, że jeszcze do nas zadzwoni
przypominam
nasz numer telefonu 20-001-0329. A rozmawiamy dziś na temat: „Pociąg
seksualny
naturalny, a erotyzm sztucznie stymulowany”. Jak państwo słyszycie,
dyskusja
jest ożywiona, czekamy na następne telefony.
(daje ręką znać pani Basi,
która przesuwa
coś na pulpicie, rozlega się cicha muzyka)
Teodor:
Zapisała
pani numer telefonu………. to dobrze, proszę tej zgagi więcej nie łączyć,
co z tą
kawą?
Basia:
Stoi
pod drzwiami studia.
(Teodor otwiera
drzwi swojego
pomieszczenia, bierze kubek, siada przy swoim biurku)
Teodor:
Dziękuję
pani Basiu. Co, nikt nie dzwoni? (Basia
wzrusza ramionami). Dajmy im jeszcze minutę, jak nikt nie zadzwoni,
wchodzi
pani na fonię, ma pani jakieś teksty?
Basia: (potrząsa
plikiem
papierów)
Z
życia wzięte i gorące jak słońce Florydy.
Teodor:
A co
pani dziś tak romantycznie nastrojona?
Basia:
Wyszukałam
wspaniałe, nieustające źródło tematów do naszych audycji, a wszystko
naturalne,
omalże dziewicze. Świeże jak szczypiorek na wiosnę.
Teodor:
Jak
pani to zrobiła?
Basia:
Tajemnica
zawodowa. Zapowiada się bardzo interesująco …. ktoś dzwoni, zaraz
podłączę,
uwaga (wycisza muzykę, Teodor zakłada
słuchawki, pani Basia daje ręką znak) Jesteście na antenie….
Teodor:
Dobry
wieczór. Przypominam temat dzisiejszej rozmowy - Pociąg seksualny
naturalny, a
erotyzm sztucznie stymulowany. Mamy następnego rozmówcę. Halo, z kim
mam
przyjemność…
Rozmówca2: (męski,
głęboki głos)
Dobry
wieczór. Mam na imię Ryszard, a dzwonię, aby zabrać głos w tej jakże
ważnej
dyskusji.
Teodor:
Słucham
pana, jesteśmy na antenie. Dlaczego uważa pan ten temat za szczególnie
ważny?
Rozmówca2:
Bo,
proszę pana, człowiek w dzisiejszych czasach, albo pomija zażenowanym
milczeniem ten temat, albo w swoim zagonieniu, zapracowaniu , …..
zatraceniu…
nie ma na to czasu, albo….
Teodor:
Chwileczkę,
chciałbym sprecyzować w pana wypowiedzi wyraz „to”, czy chodzi panu o
erotyzm,
pociąg seksualny, zbliżenie, czy o ...
Rozmówca2:
A o
wszystko. Na nic nie mamy czasu. Nie mamy czasu na rozmowę ze swoimi
bliskimi,
nie zauważamy naszego partnera, jego nastroju, humoru, nie mamy czasu
na
zgadywanie jego pragnień, intencji….. (Teodor
robi niepewną, powątpiewającą minę, porusza dłońmi w stronę p. Basi, ta
pochyla
się do mikrofonu mówi do Teodora)
Basia:
Daj
mu jeszcze trzydzieści sekund, jak nie przejdzie do konkretów, obcinamy
(Teodor unosi kciuk do góry, kiwa głową)
Rozmówca2:
To
stało się jak bar szybkiej obsługi, mijamy się w drzwiach, zamiast
wychodzić
sobie na przeciw…
Teodor:
To
bardzo ważne co pan poruszył, ale jakie widzi pan rozwiązanie?
Rozmówca2:
No,
nie wiem, może ta audycja da na to pytanie odpowiedź, dlatego ten temat
uważam
za tak ważny..
(Basia przesuwa
dłonią w poprzek szyi)
Teodor:
Dziękuję panu za telefon. Co zmienić, żebyśmy
mogli wychodzić sobie na przeciw, zamiast mijać się jak w drzwiach baru
szybkiej
obsługi, pyta nasz rozmówca. Czekamy na kolejne opinie. Jest godzina
23:40
przypominam nasz telefon 20-001-0329. (daje
ręką znać pani Basi, która przesuwa coś na pulpicie, rozlega się cicha
muzyka)
Teodor:
Pani
Basiu proszę przejrzeć te papiery i wybrać coś, ale, cholera,
pikantnego, bo mi
wszyscy usną przy głośnikach.
Basia: (przekłada
kartki)
Co
pan chce usłyszeć - głos za, czy może nawet przeciw ?
Teodor:
Zawsze
za, pani Basiu, zawsze za….
Basia:
Zaraz
się podłączę, uwaga (wycisza muzykę, Teodor
zakłada słuchawki, pani Basia daje ręką znak) Jesteśmy na antenie….
Teodor:
Dobry
wieczór, audycja - „Człowiek, seks, erotyka”, z kim mam przyjemność?
Basia:
Z
człowiekiem, seksem i erotyką w jednej osobie….
Teodor:
Może
się pani przedstawić naszym słuchaczom…
Basia:
Mam
na imię Łucja, a dzwonię z Końskowoli.
Teodor:
Bardzo
nam miło, słuchamy. Czy tak samo jak nasz poprzedni rozmówca uważa
pani, że na
nic nie mamy czasu i tylko mijamy się w drzwiach….
Basia:
Czas
jest pojęciem względnym, ale jest w tym trochę racji. Świat troszeczkę
zwariował, ale (przegląda kartki papieru)
sama krytyka, narzekania nic nie pomogą, trzeba szukać
rozwiązań. Poprzedni
rozmówca zadał nam pytanie…
Teodor:
No
właśnie, czy pani także odnosi wrażenie baru szybkiej obsługi….
Basia: (spogląda
pilnie na
kartkę papieru)
Proszę
pana, nie o bar tu chodzi, bo i w barze można przyjemnie spędzić czas,
ba nawet
zjeść coś smacznego, chodzi o rodzaj i formę serwowania posiłków,
jeżeli
używamy już tego gastronomicznego porównania (Teodor
podnosi do góry kciuk, bije bezgłośnie brawo, kłaniając się z
uznaniem). Jak pan myśli, jak długo mógłby pan ze smakiem
pałaszować
powiedzmy ….. bigos, zawsze tak samo przyrządzony i podany na takim
samym
talerzu – tak dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc ….
Teodor:
Powiedzmy,
że może przez tydzień
Basia:
Dobrze,
powiedzmy, że po tygodniu by się panu znudziło. I jakie pan ma teraz
wyjście,
żeby odzyskać apetyt, konsumować znów z radością i smakiem ….
Teodor: (patrząc
bezradnie
na p. Basię i rozkładając ręce)
Pójść
do innego baru?
Basia:
Po
co! Wystarczy dobrze popieprzyć, dodać papryki, więcej grzybków, podać
bigos na
innym talerzu, postawić obok lampkę wina, albo zjeść w innym pokoju, a
może
….. pomóc swojemu partnerowi ugotować
coś innego, na przykład gołąbki….. Hm? Drugi bar może okazać się
znacznie
droższy mój panie….
Teodor:
O
dużo droższy, ale za to inne „menu”, czy to czasem nie jest intrygujące?
Basia:
Dlatego
mówiłam o wprowadzaniu nowych potraw, orientalnych przypraw, więcej
tajemniczości,
nowe „menu” można kreować samemu. Nieoczekiwany smak, niespotykany
nastrój,
wyrafinowany deser….. Nie utożsamiajmy się wyłacznie z bigosem, czy
pierogami.
Przed nami do odkrycia cały ….., pozostańmy przy słownictwie
kulinarnym, …cały
nieznany świat łakoci łechtających nasze nienasycone … podniebienie…
prawda, niezaspokojony apetyt….
(daje znak ręką, przesuwając w
poprzek
gardła)
Teodor:
Nie
wiem jak państwo, ale ja poczułem się głodny w trakcie tej rozmowy.
Dziękujemy
pani Łucji z Końskowoli za te….. kulinarne porady. Jest godzina 23:48,
a
słuchacie państwo audycji z cyklu „Człowiek, seks, erotyka”. Czekamy na
kolejne
telefony. Przypominam numer do studia - 20-001-0329. A może ktoś z
państwa ma
jakieś inne przepisy, aby wprowadzić trochę urozmaicenia w naszą
codzienną
konsumpcję?(daje ręką znać pani Basi,
która przesuwa coś na pulpicie, rozlega się cicha muzyka)
Teodor:
Skąd
pani to wytrzasnęła? Któż to wymyślił - więcej pieprzu w innym pokoju…?
Basia:
Tajemnica
panie Teodorze, zawodowa. Mówiłam panu, że zapowiada się interesująco….
Teodor:
Chyba
się do pani na kurs dokształcania zawodowego zapiszę…(p.
Basia przerywa mu ruchem dłoni)
Basia:
Mamy
kolejny telefon, nie dwa, znaczy trzy. Będę przełączać po kolei (wycisza muzykę, Teodor zakłada słuchawki,
pani Basia daje ręką znak) Jesteście na antenie….
Teodor:
Dobry
wieczór, z kim mam przyjemność…
Rozmówca3: (męski
głos)
Panie,
ja nie po to słucham radia o dwunastej w nocy, żeby mi ktoś książkę
kucharską
czytał na dobranoc. Na jaki temat to jest audycja? Co…..
Teodor:
Proszę
pana…
Rozmówca3:
Spotkanie
Koła Gospodyń Wiejskich z Końskowoli, czy co? Myślałem, że usłyszę coś
konkretnego jak moją babę podkręcić, a wy mi o jakiś pierogach,
krupniku…..,
cholera, a teraz sobie podkoszulek rozdarłem, o oczko mi leci(Teodor
przesuwa dłonią w poprzek szyi)
Teodor:
Dziękuejmy
panu, mamy już następnego rozmówcę, haloooo, słuchamy, jesteśmy na
antenie, z
kim mam przyjemność?
Rozmówca4: (męski
głos)
Mam
na imię Adolf i dzwonię z mojej komórki, właśnie jestem na trasie
gdzieś koło
Słupca…halo, coś trzeszczy, czy pan mnie słyszy?
Teodor:
Tak
słyszymy pana. Jest pan na antenie.
Rozmówca4:
Dobry
wieczór. Jadę i słucham waszej audycji i chciałbym bardzo gorąco
zgodzić się z
panią Łucją z Koła Gospodyń Wiejskich w Kośkowoli
Teodor:
Proszę
pana, ona nie była (p. Basia macha ręką,
żeby dał spokój)
Rozmówca4:
Pan
mnie słyszy?, prawda?, halo, tak więc zgadzam się. Teoria afrodyzjaków
znana
jest, proszę pana, od pokoleń, od tysiącleci. Odpowiednie przyprawy,
zioła używane
były już w starożytych Chinach właśnie w tym celu. I muszę panu
powiedzieć, że
to byłby najbardziej naturalny sposób wyjścia z tego impotencyjnego
impasu
naszego społeczeństwa. Posuń się stara…
Teodor:
Przepraszam,
chyba mamy jakieś zakłócenia….
Rozmówca4:
Ja
dobrze pana słyszę, posuń się stara. Kobieta mi zasnęła i przewala się
na mnie.
Proszę chwilkę zaczekać, muszę telefon odłożyć, żeby ją przechylić w
stronę
okna………………O już. Ludy afrykańskie na przykład używają w tym celu
sproszkowanego
rogu nosorożca. Nie muszę panu mówić jak to działa, prawda.
Mało
w poślizg nie wpadłem.
Teodor:
Po
rogu nosorożca? w poślizg?
Rozmówca4:
A co
pan myślisz - ciężko jest utrzymać kierownicę
jedną ręką (słychać jakiś hałas
potem cisza) …………
Teodor:
Halo,
halo, straciliśmy naszego rozmówcę. Mamy kolejną osobę na telefonie,
ale
proponuję państwu kilka taktów muzyki zanim usłyszymy kolejny głos w
tej
niezwykle pasjonującej dyskusji. Jest trzynaście minut po północy.
Słuchacie
państwo audycji z cyklu „Człowiek, seks, erotyka”. Czekamy na kolejne
telefony.
Przypominam numer do studia - 20-001-0329. (daje
ręką znać pani Basi, która przesuwa coś na pulpicie, rozlega się cicha
muzyka.
Teodor zdejmuje słuchawki, przeciąga się, mówi do p. Basi)
Teodor:
Widzi
pani, jaką dyskusję zapoczątkowała pani pogadanka kulinarna.
Basia: (potrząsa
kartkami
papieru)
Niech
pan zaczeka na inne wynurzenia, ale musimy wracać do programu, bo
zgubimy
kolejnego rozmówcę. (wycisza muzykę,
Teodor zakłada słuchawki, pani Basia daje ręką znak) Jesteście na
antenie….
Teodor:
Witamy
naszego kolejnego radiosłuchacza. Z kim mam przyjemność?
Rozmówca5: (głos
kobiecy)
Wanda
z Wrocławia.
Teodor:
Dziękujemy,
że pani czekała. Co pani myśli o wcześniejszych wypowiedziach naszych
rozmówców?
Rozmówca5:
Ja
nie słucham takich świństw proszę pana, ja tylko chciałam zapytać gdzie
można
kupić sproszkowany korzeń nosorożca…..
Teodor:
Korzeń
nosorożca?
Rozmówca5:
No,
tak ten pan mówił..
Teodor:
Proszę
pani niech pani pyta w aptece.
Rozmówca5:
I
będą mieli?
Teodor:
Ostatnim
razem mieli.
Rozmówca5:
To ja
dziękuję i proszę takich świństw mi nie nadawać.
Teodor:
Dziękujemy
za cenny głos w naszej dyskusji. Przypominam temat - Pociąg seksualny
naturalny, a erotyzm sztucznie stymulowany. Czekamy na kolejne
telefony.
Przypominam numer do studia - 20-001-0329. (daje
ręką znać pani Basi, która przesuwa coś na pulpicie, rozlega się cicha
muzyka)
Teodor:
Mamy
tam kogoś jeszcze?
Basia:
Na
razie nie. Dajmy im kilka minut. Zostało jeszcze trochę czasu
antenowego do końca
programu. Jak nikt nie zadzwoni (przegląda
kartki) to mam coś interesującego. (czyta
dokładniej jedną kartkę) Ho, ho – zaczynam się czerwienić. Nigdy
by mi nie
przyszło do głowy ... i to w leśniczówce….
Teodor:
Da
pani poczytać?
Basia:
Nie
chcę mieć pana na sumieniu. Serduszko nie wytrzyma. (wpatrzona
w kartkę zasłania usta parskając śmiechem) Oj, mówię
panu, to nie nadaje się do naszego programu.
Teodor:
Skąd
pani to wytrzasnęła? Pani Basiu, po starej znajomości, powie pani?
Basia:
Nie
mogę, jak pragnę zdrowia, nie mogę. Powiedzmy, że mam ….., ale zaraz
chwileczkę
ktoś dzwoni. Zaraz podłączę, uwaga (wycisza
muzykę, Teodor zakłada słuchawki, pani Basia daje ręką znak)
Jesteście na
antenie….
Teodor:
Dobry
wieczór. Człowiek, seks, erotyka. Z kim mam przyjemność?
Rozmówca6: (męski
głos)
Bogusław.
Siedzę tak w nocy w laboratorium prowadząc kolejne doświadczenie,
słucham was,
bardziej z nudów, bo ludzie takie głupoty opowiadają. Panie, ja
naprawdę się na
tym trochę znam….
Teodor:
W
jakim konkretnie temacie….
Rozmówca6:
Proszę
pana, jestem naukowcem. Te wszystkie afrodyzjaki to lipa i zaraz to
panu
udowodnię. Otóż, czy zastanawiał się pan dlaczego na przykład człowiek
chory na
cukrzycę, potrzebujący insuliny, chodzi ze strzykawkami, wkłuwa się w
skórę
brzucha, w udo, czy w ramię, aby podać sobie potrzebny preparat? Co?,
czy nie
można by w tabletce?
Teodor:
No,
nie wiem, może jeszcze nikt nie wyprodukował takich tabletek.
Rozmówca6:
Nie,
proszę pana. Bo insulina jest substancją białkową i podana doustnie
zostanie
strawiona, jak każde inne białko, rozumie pan, jak schabowy, wątróbka,
czy
golonka. W tym tkwi problem. Wszystkie te substancje wpływające na
reakcje
seksualne u człowieka, czyli hormony płciowe, też są białkami – krótko
mówiąc
ta sama historia co z golonką. A orientalne przyprawy – zwłaszcza
ostre, mogą
wywołać ewentualnie przekrwienie odpowiednich narządów, rozluźnić, ale
to nie
ma nic wspólnego z afrodyzjakiem. Ha, ha, róg nosorożca….
Teodor:
Czyli
afrodyzjaki nie istnieją?
Rozmówca6:
A
tego, to ja nie powiedziałem. Nie istnieją w takim rozumieniu, w jakim
zostały
przedstawione w tej audycji. Czy słyszał pan o feromonach? Substancjach
chemicznych odkrytych u owadów? Hm?
Teodor:
Oczywiście.
Samica potrafi przywabić samca podobno z dużej odległości.
Rozmówca6:
Z
dużej odległości? Co by pan powiedział na 11 kilometrów. Tak. Z takiej
odległości może przywabić samca samica jedwabnika.
Teodor:
Ale,
czy my nie odbiegamy czasem od tematu - Człowiek, seks, erotyka. Co
mają do
tego jedwabniki, czy inne owady.
Rozmówca6:
Jest
pan w błędzie. Ludzie produkują feromony.
Teodor:
I to
działa?
Rozmówca6:
Tym
właśnie się zajmujemy. Działa proszę pana. Problem polega na tym, że
trudno
jest oczyścić te substancje i wyprodukować w odpowiedniej ilości. Ale
chyba
znaleźliśmy i na to sposób. Muszę kończyć, jak panu mówiłem, nadzoruję
właśnie
eksperyment, muszę iść, bo szczury zaczynają kopulować, wyobraża pan
sobie,
dziesięc minut po podaniu preparatu. To działa proszę pana, działa…
Cholera,
zaraz klatkę rozwali. A pójdziesz ty!
Teodor:
Halo,
halo, no tak … Dziękujemy za rozmowę. Jak państwo słyszeli, prowadzone
są
właśnie badania nad ludzkimi feromonami, które mogą bardzo zmienić
dotychczasowe poglądy na temat ludzkiej seksaulności, rozbudowania
atrakcyjności erotycznej człowieka, (p.
Basia pokazuje na zegarek) stymulowania popędu. Jednym słowem -
przed nami
cała nowa epoka niespotykanych przeżyć i doświadczeń. Nasz czas
antenowy
dobiega niestety końca. Dziękujemy wszystkim, którzy pomimo późnej pory
byli z
nami przy odbiornikach, a szczególnie tym, którzy znaleźli czas, aby do
nas
zadzwonić i podzielić się z państwem swoimi opiniami, spostrzeżeniami i
wiedzą.
Zapraszam na kolejną audycję z cyklu – „Człowiek, seks, erotyka” w
następny
wtorek. Dobranoc. (daje ręką znać pani
Basi, która przesuwa coś na pulpicie, rozlega się cicha muzyka)
Teodor:
Dziękuję
pani Basiu. Uratowała mnie pani z tą gastronomiczną pogadanką. Potem
poszło jak
po maśle. Ale ten ostatni telefon, wierzy pani w to?
Basia:
Niektóre
firmy kosmetyczne podobno dodają już jakieś substancje – atraktanty
przyciągające płeć przeciwną. Ja w to nie wierzę. Przecież to byłoby
bardziej
nagłośnione, wyeksponowane….
Teodor:
Ale,
słyszała pani, szczury wzięło po dziesięciu minutach….no może coś w tym
jest.
Basia:
Mam
zapisany numer telefonu, z którego dzwonił. Spróbuję się z nim umówić.
Wzmocnię
urok osobisty, ( śmieje się) perfumką
z feromonem – to mi nie odmówi. Tylko nigdy nie będę wiedziała, co
zadziałało.
K U R
T Y N A
(W mieszkaniu Lilki. Wejście
do mieszkania
z lewej, drugie drzwi z prawej. Na środku stolik, na wprost regał , a w
nim
telewizor, książki. Na ścianach obrazy)
(Lilka chodzi na czworakach po
podłodze
zagląda pod stół, potem wstaje przegląda biblioteczkę, bierze krzesło
zagląda
na biblioteczkę … dzwonek do drzwi)
Lika:
Wchodźcie,
otwarte!
(wchodzą Dzidka i Aga)
Aga:
Co
sprzątasz?
Lilka:
Nie,
szukam pluskwy.
Dzidka:
Czego?
Masz robaki?
Lilka:
Co
ty, filmów nie oglądasz? Pluskwy – czyli podsłuchu. Sprawdzałam, czy
nikt tutaj
niczego nie podstawił, i czy możemy rozmawiać swobodnie.
Aga:
Widziałam
na jednym takim filmie, że podsłuch był w kontakcie, odkręcałaś już
wszystkie
kontakty?
Dzidka:
Masz
śrubokręt?
Lilka:
Nie
pozwolę zrujnować mojego mieszkania. Nikt by nie chował go w kontakcie.
Ten
mikrofon w zakładzie był dość duży. Jakaś prymitywna robota (schodzi
z krzesła) No nic tu nie ma. (podchodzi do telewizora
i włącza) Na
wszelki wypadek przygłuszymy telewizorem.
Dzidka:
Ja
mogę poodkręcać kontakty….
Lilka:
U
siebie poodkręcaj. Siadajcie dziewczyny. No co? Zauważyłyście jakieś
zmiany u
swoich chłopów.
Aga: (uśmiechając
się)
Krzyś
mnie przeprosił.
Dzidka: (trąca
ją, mruga
porozumiewawczo)
I jak
było….. no mów!
Aga:
No
co….jak. No, dobrze….
|